kaizen1Rozwój osobisty kryje w sobie pewnego rodzaju sprzeczność, która wcześniej, czy później, zmusi nas do głębokiego przemyślenia naszych planów i sposobów działania. Na świadomym poziomie chcielibyśmy, żeby nasz życie się zmieniło, np. żebyśmy mieli prosperująca firmę, zdrowe, szczupłe i sprawne ciało, żebyśmy biegle mówili w obcym języku, regularnie medytowali itp. Są to nasze świadome pragnienia i decyzje zmiany, jednak nie bierzemy zazwyczaj pod uwagę jednej istotnej rzeczy. Nasz mózg nie lubi zmian! Zasada optymalnego wykorzystania energii mówi, ze jeżeli coś do tej pory działało, czyli jakoś udało nam się przeżyć, to nie ma potrzeby tego zmieniać. Większość ludzi żyje w zgodzie z tą zasadą, jednocześnie czując jednak mniejsza lub większą frustrację z powodu zaprzepaszczenia okazji do rozwoju. W głębi duszy wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że rozwój jest celem naszego życia. Nie realizując swoich potencjałów podświadomie odczuwamy poczucie winy w stosunku do samych siebie. Jeżeli jednak podejmiemy decyzję o samodoskonaleniu w jakiejś dziedzinie, będziemy musieli skonfrontować się ze swoistą „inercją mózgu”, jego oporem przed zmianami, obroną status quo.

Zmiana wywołuje lęk i opór, szczególnie wtedy, gdy jest radykalna. Jeżeli krok, który mamy uczynić jest zbyt duży, wywołuje strach. Ciało migdałowate, czyli część naszego mózgu odpowiedzialna za kontrolowanie reakcji „walcz lub uciekaj”, która ma zasadnicze znaczenie dla przetrwania, generuje lęk, który blokuje działanie kory mózgowej. Przed tysiącami lat, w chwili gdy atakowało nas dzikie zwierzę, nie potrzebna była nam zdolność analizy, myślenie logiczne, popęd seksualny, twórcze myślenie, trawienie itp. Te funkcje zostawały wyłączone, by ułatwić ciału bezpośrednie działanie. Dziś w sytuacji stresowej, również powracamy do prostych, automatycznych zachowań, a myślenie i wola zostają wyłączone. W takich okolicznościach trudno nam utrzymać nowe zachowania.

Jeżeli postanowimy na przykład, od przyszłego tygodnia ćwiczyć trzy razy w tygodniu po godzinie, to być może uda nam się dopilnować tego przez 2-3 tygodnie (co będzie nawet sukcesem), korzystając z naszego świadomego wysiłku, za który odpowiedzialna jest kora mózgowa. Będziemy czuć entuzjazm i motywację, jednak jednocześnie na podświadomym poziomie rodził się będzie strach przed tak dużą zmianą, który natychmiast przejmie kontrolę, gdy energia świadomego umysłu się wyczerpie. Może to się zdarzyć, gdy pojawi się stres w innych aspektach naszego codziennego życia. Wystarczy, że pojawia się, na przykład, kłopoty finansowe, żebyśmy zapomnieli o naszych postanowieniach i wrócili do dawnych przyzwyczajeń i leżenia przed telewizorem, zamiast ćwiczeń. Noworoczne postanowienia i słomiany zapał im towarzyszący są typowymi zachowaniami, kontrolowanymi przez ten mechanizm. W jaki sposób możemy zatem dokonywać trwałych zmian, które będą nas prowadzić do osiągania celów?

Skuteczna zmiana musi być łatwa, nie może wywoływać w nas lęku, nie powinna pobudzać ciała migdałowatego, dzięki czemu będzie mogła być wciąż kontrolowana przez korę mózgową, czyli świadomy umysł, dopóki nie zamieni się w nawyk, czyli nie zautomatyzuje się. Aby zmiana była łatwa powinna być niewielka. Nie potrzebuje ona fajerwerków motywacji. Wystarczy świadoma decyzja oraz działanie, które nie wymaga wielkiego wysiłku.

Zamiast postanawiać, że będziemy ćwiczyć trzy razy w tygodniu przez godzinę, zacznijmy od postanowienia, że będziemy ćwiczyć trzy razy w tygodniu przez dziesięć minut, albo nawet pięć minut. To nie jest wielka zmiana, nie wywołuje w nas lęku, jest łatwa do wprowadzenia. Jednocześnie jednak powoduje ona zmiany w mózgu, wytworzenie nowych ścieżek neuronowych, wprowadza nowe zachowania do codziennego życia. Po jakimś czasie zauważymy, że nowe zachowania stają się zupełnie naturalne, a potrzeba ćwiczenia, aktywności fizycznej staje się stałym elementem naszego życia. Możemy wtedy poczuć, że mamy ochotę na więcej. Stopniowo mała zmiana staje się początkiem wielkiej zmiany.

Tego rodzaju strategię możemy stosować prawie do wszystkich zachowań, które chcielibyśmy w sobie zmienić. Możemy ja zastosować w swoim działaniu, pracy, praktyce duchowej, nawykach żywieniowych, aktywności fizycznej, nauce, treningu nowych umiejętności itp. Kiedy chcemy wprowadzić nawyk regularnego uczenia się języka obcego zacznijmy od nauki pięć minut dziennie. Kiedy chcemy regularnie medytować, zacznijmy od pięciu minut medytacji, raz dziennie. Takie dawki nie stanowią żadnego problemu, jeżeli jednak są za duże, trzeba zacząć od mniejszych. Świadomy umysł będzie zastanawiał się, czy tak małe zmiany w ogóle mają jakiś sens. Przecież w ten sposób nie nauczymy się języka obcego, nie zrzucimy kilogramów tłuszczu. To prawda, do uzyskania tych efektów potrzeba więcej, ale to jest dopiero początek, to tylko „rozgrzewka”. Bez niej trening może spowodować kontuzje.

Innym aspektem zmiany jest umiejętność radzenia sobie z minimalnym oporem, który może pojawić się nawet w przypadku małych kroków. Z wielką pomocą może nam w tym momencie praktyka medytacji, która pozwala nauczyć się obserwowania zjawisk mentalnych (myśli, emocji, uczuć, pragnień i leków) z pewnego dystansu. Zdając sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy swoim umysłem, tylko otwartą przestrzenią świadomości, w której myśli i emocje się pojawiają, trwają przez chwilę i znikają, łatwiej jest nam je osądzić i uwolnić się od nich. Jeżeli więc pojawi się jakiś opór przed nowym działaniem, możemy spojrzeć na niego z dystansu i przejąć kontrolę. Nie powinniśmy mieć większych problemów z podjęciem działania polegającego na pięciu minutach ćwiczeń lub nauki języka, nawet jeżeli zauważymy w sobie delikatny opór.

Wbrew pozorom małe zmiany mogą w dłuższej perspektywie przynieść ogromne rezultaty. Osoby odchudzające się doskonale wiedzą, że organizm bardzo źle znosi szybką utratę wagi, zaleca się więc stosowanie niewielkiego deficytu kalorii, ale w sposób bardzo konsekwentny. Jeżeli odstawimy codziennie 200 kcal, co nie jest jakimś wielkim wyrzeczeniem,  to po 100 dniach będzie to 20000 kcal, co odpowiada 2,5 kg tłuszczu. Po roku będzie to więc 7,5 kg tłuszczu. Ciało przyzwyczaja się do funkcjonowania w lekkim deficycie kalorycznym, nie aktywuje w sobie „programu oszczędzania energii”, ma czas, by się przystosować. W przypadku bardzo restrykcyjnych diet i radykalnego niedoboru kalorycznego w wysokości 1000 kcal, utrata wagi następuje bardzo szybko, ale „przerażony” zazwyczaj organizm zjada wtedy tkankę mięśniową, zwalnia metabolizm i każdy posiłek stara się przerobić na tłuszcz, który najlepiej magazynuje energię na „jeszcze gorsze czasy”. Efekt jo-jo gwarantowany!

Podobna zasada „nadmiernego wysiłku” dotyczy każdej innej zmiany. We współczesnej „kulturze ciągłego przyspieszenia” nastawieni jesteśmy na natychmiastowe rezultaty. Wszystko ma być zrobione natychmiast, tu i teraz. Poszukujemy więc metod, które nam to zapewnią. Na tego rodzaju poszukiwaniach możemy spędzić bez rezultatu długie lata, podczas których już dawno osiągnęlibyśmy swój cel, stosując metodę małych, łatwych do przeprowadzenia zmian, które nawarstwiając się, prowadzą do wielkich rezultatów. Jak napisano w księdze Tao Te King: „stawiaj czoła sytuacjom trudnym, kiedy wciąż są jeszcze łatwe, dokonuj wielkich czynów za pomocą serii małych działań”. Dla większości z nas  jest to jedyna droga, która jest skuteczna.


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, nagraniach i wydarzeniach zapisz się na nasz newsletter!


Jeżeli chcesz porozmawiać o tym artykule możesz zrobić to na Facebooku. Kliknij na ten link, polub mój profil i wpisz swojego posta.