Zabawne jest to, jak niektórzy myślą o nas, ludziach praktykujących medytację. Zawsze mnie bawi sytuacja, kiedy spotykam się z oczekiwaniem, że ten kto praktykuje medytację i doświadcza kolejnych, wyższych etapów rozwoju świadomości, powinien zachowywać się jak „pierdołowaty święty”. Nie powinien reagować np. zdenerwowaniem, kiedy robisz wszystko, by go wkurzyć (nawet lekkim zdenerwowaniem), powinien zawsze się uśmiechać, być miły tzn. przyjąć na siebie każdy atak, siedzieć pokornie, znieść każdą obelgę i z uśmiechem debila nadstawić drugi policzek.

Dlaczego ludzie sądzą, że medytacja obcina człowiekowi jaja? Dlaczego myślą, że praktykującemu medytację można bezkarnie nasrać na głowę, a on jeszcze podziękuje i będzie uważał to za znakomitą okazję do rozwoju duchowego? Dlaczego są zdziwieni, gdy doświadczą niemiłej dla siebie samoobrony?

To, że praktykujesz medytację, Twoja świadomość wznosi się ponad ego, nie oznacza że przestajesz czuć emocje, albo tracisz poczucie własnej godności. Nie oznacza, że zaczynasz myśleć, że jesteś gorszy od innych i można tobą pomiatać. Wręcz przeciwnie. Zaczynasz widzieć, że wszyscy są tak samo godni szacunku i nic nie uzasadnia agresji ze strony jednych ludzi przeciwko innym, włączając w to również Ciebie. Przestajesz widzieć sprawy z egoistycznego punktu widzenia, ale zaczynasz widzieć szerszy obraz. Traktujesz innych ludzi, ale również samego siebie, z takim samym szacunkiem. Kiedy Twoja świadomość wyrasta ponad ego nie oznacza, że ego znika. Ono dalej funkcjonuje, tylko trochę inaczej niż wcześniej. Po prostu nie jest już postacią centralną w twojej świadomości i tyle. Jest zdrowsze, bo utrzymywanie go na centralnym miejscu, do którego nie zostało stworzone, wymagało ogromnych nakładów energii i głęboko unieszczęśliwiało.

Nie jesteś już swoim ego, ale masz ego, o które dbasz jak o swoje ciało, umysł, związki, finanse,  itp. Kiedy ktoś chce Ciebie zabić na ulicy, atakuje Cię fizycznie, reagujesz adekwatnie do sytuacji, zgodnie z instynktem przetrwania, szybko, sprawnie, bez zbędnych wyrzutów sumienia i wątpliwości. Naturalnie. Bronisz się, a czasami w obronie własnej, zabijasz. Tak bywa, niestety. Kiedy ktoś atakuje Twoją osobę, twoje poglądy, twoje przekonania, bronisz się lub łagodnie schodzisz z linii ataku, widzisz, że jego atak wynika z niewiedzy, często z osobistych problemów emocjonalnych, jest próbą wzmocnienia własnego ego, nieumiejętnością poradzenia sobie z własnymi emocjami itp. Widzisz to i reagujesz adekwatnie. Nie wzmacniasz zaburzenia tej osoby, reagując nadstawieniem drugiego policzka, nie stajesz się pożywką dla patologii, z którą ten ktoś nie może sobie poradzić. Czasami „zdzielenie kogoś w gębę” może być najlepszą pomocą, by ten ktoś się opamiętał i powrócił do równowagi. Czasami jest działaniem najbardziej adekwatnym i niosącym największe korzyści dla wszystkich stron w określonej sytuacji. Nie ma tu sztywnych reguł, pomimo oburzenia tych, którzy wyznają wiarę w istnienie reguł nienaruszalnych w żadnej sytuacji. Cios karate czy chwyt aikido też może być powodowany wielkim współczuciem dla przeciwnika…

Medytujący zatem nie jest „pierdołowatym świętym” i nie należy się spodziewać, że nie zareaguje, gdy próbujesz mu nasrać na głowę. Dostaniesz od niego adekwatną nauczkę, która pozwoli Ci, być może, zrozumieć swój błąd. I zrobi to z prawdziwym współczuciem dla Ciebie. Doceń to, albo próbuj dalej. Twój wybór…


Chcesz porozmawiać o tym wpisie? Możesz to zrobić na Facebooku w tym miejscu.