do-maila5Wychowany w kulturze europejskiej, od dzieciństwa zafascynowany jogą (kiedy miałem siedem lat moja Mama kupiła mi pierwszą książkę o jodze, którą uparłem się praktykować po obejrzeniu w telewizji polskiego hatha-jogina i jego możliwości gimnastycznych), zawsze nosiłem w sobie ideał integralnego rozwoju. Podobnie jak antyczni Grecy, mistrzowie jogi w Indiach doceniali fakt, że jesteśmy integralną całością psychofizyczną. Ćwiczenie ciała wpływa na umysł. Najlepsi szachiści świata ćwiczą w siłowniach i biegają, by dotlenić mózg oraz poprawić swoje funkcjonowanie psychiczne przed turniejami. Podczas ćwiczeń organizm produkuje więcej endorfin, serotoniny i dopaminy, co wpływa na polepszenie nastroju. Psychiatrzy zapisują swoim depresyjnym pacjentom ćwiczenia i aktywność fizyczną zamiast leków antydepresyjnych. Częścią naszego zintegrowanego rozwoju muszą być ćwiczenia fizyczne i ruch. Indyjscy jogini chyba jako pierwsi podkreślali to z uporem. Pamiętajmy, że joga jest o kilka wieków starsza od kultury antycznej Grecji.

Innym elementem dbałości o sferę fizyczną jest dieta. Ważne jest to co jemy i pijemy i w jakiej ilości. Zdrowe, wyćwiczone ciało jest nie tylko piękne, atrakcyjne, jest ono także wyrazem naszej dbałości i troski o sferę fizyczną naszego istnienia. W tym kontekście praktyka ćwiczeń fizycznych (joga, gimnastyka, jogging, rower, spacer…) staje się elementem większej całości, która możemy nazwać rozwojem osobistym, praktykowaniem dobrobytu (wellness).

Drugą „częścią” integralnej praktyki „sztuki życia” jest umysł, nasz rozwój intelektualny i emocjonalny. Nauki starożytne ujmowały to w kategorie religijne i etyczne. Dziś zajmuje się tym głównie psychologia i psychoterapia (także autopsychoterapia). Praca nad rozwojem i zmiana naszych nieświadomych przekonań, warunkujących emocje i zachowania jest niezwykle ważna w naszym rozwoju. Rozprawienie się z hipnozą społeczną, z całym balastem nieuświadomionych problemów jest konieczne, by uwalniać naszą twórczą energię i możliwości rozwoju osobistego. Osoba zablokowana emocjonalnie, zahamowana, chorobliwie nieśmiała, agresywna, depresyjna, lękliwa, bierna nie potrafi cieszyć się życiem. Nie potrafi żyć w pełni. Poprzez pracę ze swoim umysłem, z podświadomymi, negatywnymi skryptami, stopniowo czynimy ze swojego umysłu doskonałe narzędzie rozwiązywania problemów. Umysł jest bowiem narzędziem w ręku „prawdziwego ja”, czyli świadomości. Chociaż większość ludzi jest z nim na co dzień całkowicie utożsamiona i pozwala na to, by emocje i przekonania całkowicie panowały nad zachowaniami. Kategoria wewnętrznej wolności jest im zupełnie nieznana. Gubią się w gąszczu myśli, uczuć, emocji, nie mając pojęcia o niezwykłym obszarze istnienia, który rozciąga się ponad umysłem.

W tym momencie wkraczamy na trzeci poziom praktyki integralnej, czyli poziom duchowy. Główną praktyką jest tu medytacja, czyli świadomość faktu, że nie jesteśmy swoim umysłem, tylko go posiadamy. Umysł może stać się „przedmiotem” naszego doświadczenia. Medytacja nie tylko otwiera w nas poziom duchowy, ma ona także bezpośredni wpływ na sam umysł oraz na ciało. Sprawia, że łatwiej jest kierować nam naszymi emocjami i przekonaniami, ponieważ nie utożsamiamy się już z nimi tak mocno. Wiemy, że jesteśmy „czymś więcej” niż tylko swoja osobowością, swoją historią, swoim umysłem i emocjami. Łatwiej jest więc przyjmować nam to, co niesie ze sobą życie: cierpienie, straty, pożegnania, ale także radość, sukces, rozkosz i spotkania.

Można by powiedzieć, że integralnie rozwijająca się jednostka jest nie tylko całością psychofizyczną ale całością duchowopsychofizyczną. W ten sposób definiowała ludzki rozwój joga, która jako jedyna wykraczała poza dualizm ciała i umysłu, uwzględniając także to, co ponadzmysłowe. Grecy nie rozpoznawali tego tak wyraźnie. Bardzo często utożsamiali samą duchowość z myśleniem o duchowości (np. z religią).

Osobiście do tych trzech elementów dodałbym jeszcze jeden. Poza tym, że jesteśmy ciałem, umysłem (emocjami) i duchem, jesteśmy także częścią systemu, jakim jest społeczeństwo, rodzina, grupa rówieśnicza, miejsce pracy itp. Jesteśmy istotami relacyjnymi, zawsze istniejemy w dialogu (nawet jeżeli jest to dialog z Bogiem lub samym sobą w przypadku pustelników). Relacje społeczne kształtują obraz nas samych we własnych oczach, choć możemy sobie z tego nie zdawać sprawy. Na przykład nasze poczucie wartości może kształtować odbiór społeczny, ale odbiór społeczny także kształtuje nasze poczucie wartości. Tak naprawdę nie wiadomo co było pierwsze, jajko czy kura. Nie jest to zresztą tak istotne, ważne jest to, że zawsze należy brać pod uwagę czynnik społeczny i umiejętności komunikacyjne, w kształtowaniu naszego rozwoju i umiejętności osiągania szczęścia.

Nasze relacje społeczne w sposób oczywisty wpływają na nasz umysł, emocje i przekonania. Nie pamiętamy jednak na co dzień, że wpływają także na nasze ciało i zdrowie. Na przykład ryzyko zachorowania na raka piersi u kobiet po 50 roku życia jest dwukrotnie mniejsze, jeżeli utrzymuje się szeroką gamę kontaktów społecznych i uzyskuje się wsparcie psychologiczne od przyjaciół i znajomych. W medycynie istnieje pojęcie karłowatości uwarunkowanej psychospołecznie. Dzieci, które nie doświadczają miłości i opieki, szczególnie dzieci maltretowane, przestają wydzielać hormon wzrostu. Przestają się rozwijać i rosnąć. Jeżeli tylko zmieni się ich sytuacja społeczna i trafią do kochającej rodziny zastępczej, organizm ponownie zaczyna wydzielać hormon wzrostu. Jest to w wielu przypadkach skuteczniejsza terapia od podawania sztucznego hormonu dożylnie. Jeżeli chcemy być zdrowi, powinniśmy zadbać o nasze relacje z najbliższymi, uzdrowić je, nauczyć się wybaczać i rozumieć innych.

Kształtowanie umiejętności społecznych i umiejętności komunikacji powinno być moim zdaniem, czwartym elementem praktyki zintegrowanego rozwoju człowieka, rozumianego jako całość duchowo-psycho-fizyczno-społeczna. W moim ujęciu w  praktyce osobistego rozwoju powinniśmy uwzględniać wszystkie opisane wcześniej poziomy: ćwiczenia fizyczne i dietę, pracę nad podświadomością poprzez trans, wizualizację i autohipnozę (jako antidotum na negatywną hipnozę społeczną), medytację (jako praktykę duchową) oraz ćwiczenie zdolności komunikacji (treningi asertywności, interpersonalne, neurolingwistyka itp.). Dopiero wtedy możemy mówić o pełnym, zintegrowanym rozwoju, w którym mamy największe szanse na osiągnięcie pełni satysfakcji i szczęścia. No i z pewnością nie będziemy mieli wtedy czasu, by się nudzić…


Jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach, nagraniach i wydarzeniach zapisz się na nasz newsletter!


Jeżeli chcesz porozmawiać o tym artykule możesz zrobić to na Facebooku. Kliknij na ten link, polub mój profil i wpisz swojego posta.