Proces rozwoju świadomości musi przekroczyć w pewnym momencie utożsamienie z umysłem, utożsamienie prawdziwego Ja z procesem myślenia. Myślenie jest zmienne i przebiega w czasie, świadomość zaś, rozumiana jako przestrzeń, w której myśli się pojawiają, jest stała. Uświadomienie sobie tej różnicy jest początkiem wyzwolenia. Zaczynamy wtedy inaczej patrzeć na myśli, które pojawiają się w naszej głowie. Mamy szanse zauważyć mechanizmy myślenia i postrzegania rzeczywistości, które nam nie służą, a nawet szkodzą. To bardzo ważny proces, który niesie ze sobą daleko idące konsekwencje. Zaczynamy orientować się, że obraz świata, który mieliśmy wcześniej był fałszywy, zaburzony przez iluzyjny proces myślenia. Zauważamy mnóstwo przekonań i postaw psychicznych, które nie tylko zaburzały rzeczywistość, ale powodowały w nas ból emocjonalny, ograbiały nas z energii życiowej i odgradzały od naturalnego źródła spokoju, radości i satysfakcji, którym jest nasza najgłębsza istota, prawdziwe Ja.

Jednym z tych mechanizmów jest stawianie sobie i rzeczywistości, którą przeżywamy tu i teraz wymagań, których niespełnienie powoduje brak akceptacji. Każdy z nas przejawia, w większym lub mniejszym stopniu, postawę roszczeniową w stosunku do siebie i świata. Chcielibyśmy być lepsi, zdrowsi, bogatsi, piękniejsi, młodsi, starsi, sprawniejsi, mądrzejsi… ta lista nie ma końca. Chcielibyśmy być inni niż jesteśmy tu i teraz. To samo dotyczy innych ludzi, szczególnie naszych najbliższych: partnerów, dzieci, rodziców, ale także przyjaciół, współpracowników, polityków itp. Mamy w stosunku do nich pewne wymagania, które stoją nam na drodze do akceptacji. Również świat dookoła, nasza sytuacja życiowa najczęściej nie spełnia naszych oczekiwań. Nie akceptujemy rzeczywistości takiej, jaka ona jest, a właściwie takiej, jak ją oceniamy i postrzegamy. Tak naprawdę problem nie leży w samej rzeczywistości, ale w naszym jej postrzeganiu, które warunkowane jest przez wymagania.

Co się dzieje, gdy odnosimy jakiś sukces, gdy zdobywamy to, czego pragnęliśmy? Jesteśmy przez chwilę szczęśliwi, prawda? Czy to szczęście bierze się z sytuacji życiowej, z przedmiotu lub osoby, którą zdobyliśmy? A może bierze się z doświadczenia chwili, w której nie mamy żadnych wymagań w stosunku do rzeczywistości, nas samych i naszego życia. Odnieśliśmy sukces i przez chwilę do niczego nie dążymy, akceptujemy wszystko takie jakie jest, tu i teraz. Cieszymy się chwilą.

Po jakimś czasie jednak umysł stawia kolejne wymagania, kolejne cele do osiągnięcia i już nie czujemy się szczęśliwi. Znowu nam czegoś brakuje. Szczęście prysło jak bańka mydlana. Pojawia się stan oczekiwania nagrody, który z jednej strony jest stanem wyzwalającym w mózgu duże ilości dopaminy, substancji mocno uzależniającej, swoistego wewnętrznego narkotyku, a z drugiej strony jest powodem stresu, poczucia braku, wiecznego niezadowolenia z życia. To ważne, by zdać sobie sprawę z tego, że oczekiwanie nagrody, oczekiwanie na szczęście w przyszłości, jest uzależnieniem. Podobnie jak inne uzależnienia dostarcza nam ono emocjonalnego haju, po którym musi nastąpić dół. Z czasem coraz rzadziej doświadczamy haju, a coraz częściej dołu. Kiedy jesteśmy młodzi, świat należy do nas, mamy przed sobą mnóstwo obietnic, które nas nakręcają. Biegniemy w wyścigu szczurów jak szaleni. Dopamina buzuje w mózgu na maxa. Z czasem przekonujemy się, że realizacje naszych celów dają tylko chwilową ulgę i dopamina, czyli oczekiwanie nagrody, owszem nakręca energią, ale nie daje trwałego spełnienia. Zaczynamy tęsknić za poczuciem nieuwarunkowanego szczęścia, poczucia pełni, które nie wiąże się z realizacją pragnień, lecz jest naszym naturalnym stanem. Zaczynamy też orientować się, w jaki sposób oszukiwaliśmy samych siebie do tej pory.

Im jesteśmy starsi, tym łatwiej to zrobić, ponieważ naturalnie mamy coraz mniej przyszłości, w której mielibyśmy doświadczyć tego mitycznego spełnienia. Przekroczenie granicy połowy życia nie jest jednak warunkiem koniecznym do pojawienia się tej świadomości. Ludzie inteligentni lub mocno doświadczeni przez los dojrzewają do tej wiedzy także wcześniej. Przestajemy mieć wymagania w stosunku do rzeczywistości, a pełna akceptacja tego co jest tu i teraz pozwala nam jej tak naprawdę doświadczyć. Doświadczenie to okazuje się dostarczać ogromnej ilości energii i satysfakcji. Wtedy nawet prosty spacer może być doświadczeniem niemalże ekstatycznym.

Aby ten proces nastąpił wystarczy tylko zdać sobie sprawę z tego jak wiele wymagań stawia nam nasz umysł w stosunku do nas samych i świata, i jak bardzo wymagania te okradają nas ze szczęścia. To bardzo proste. Uzależniony od dopaminy umysł będzie jednak walczył i przekonywał, że wymagania, brak zgody jest koniecznym warunkiem postępu i działania. Tylko brak satysfakcji z rzeczywistości popycha nas przecież do rozwoju. Zrobi wszystko, by znowu poczuć dopaminowy haj. Trzeba być tego świadomym, by nie dać się znowu zwieść temu naszemu wewnętrznemu dealerowi dopaminy.

Czy życie musi być oparte o ideę rozwoju? Czy nie wystarczy samo istnienie? Czy trzeba być zawsze lepszym? Czy życie nie może być podobne do tańca w samotności, gdy nikt nie patrzy, nikt nie ocenia jak tańczysz? Kiedy czujesz szczęście, gdy po prostu tańczysz?

To, że przestajesz dawać się uwodzić obietnicy szczęścia w przyszłości nie oznacza, że w ogóle przyszłość Cię nie obchodzi i przestajesz cokolwiek planować, pracować lub dążyć do czegoś. Dalej funkcjonujesz normalnie, spokojnie planujesz swoje działania. Są to jednak plany techniczne, codzienne, normalne. Nie oczekujesz, że dadzą Ci szczęście. Nie są źródłem „nakręcenia”, nie zalewają Ci mózgu dopaminą. To inny sposób funkcjonowania. W tej nowej świadomości czujesz niesamowitą wolność, jak narkoman, który uwolnił się od narkotyku. To zupełnie nowe życie! Nie zrozumie tego ktoś, kto wciąż ćpa.



Chcesz porozmawiać o tym wpisie? Możesz to zrobić na Facebooku w tym miejscu.